
Założyłam bloga zbyt późno, by przystąpić do wyzwania Amerykańskie Południe, nie powstrzyma mnie to jednak przed sięgnięciem po książki z listy wyzwaniowej. Zaintrygowana tytułem postanowiłam zacząć od "Boskich sekretów siostrzanego stowarzyszenia Ya Ya".
Podoba mi się w tej powieści absolutnie wszystko. Przenikające, splatające się wątki - tak jak splecione są losy opisywanych kobiet. Podróż Siddy w przeszłość - swoista autoterapia - w której przewodnikiem był album jej matki Vivi - tytułowe "Boskie sekrety...". Podróż, która pozwoliła jej lepiej zrozumieć matkę, ale i samą siebie. Opowieść o Vivi, którą życie ciężko doświadczyło, ale która nieustannie brała się z nim za bary. Historia niesamowitej kobiecej przyjaźni, która przetrwała dziesięciolecia. Królewskie Plemię Ya Ya czerpało z życia pełnymi garściami, umiało się nim cieszyć i bawić. Umiało też wspierać się wzajemnie w trudnych chwilach - gdy Sidda tego potrzebuje, niezawodne Ya Ya przybywają z pomocą.
Zauroczyła mnie Luizjana, gdzie wychowały się Ya Ya i ich dzieci. Choć nierzadkie są tam przejawy dyskryminacji rasowej, to jednak jawi się ona jako miejsce ciepłe i bezpieczne, gdzie można niespiesznie smakować życie, i gdzie czasu jest pod dostatkiem.
Stawiam tę powieść na mojej półce z książkami będącymi antidotum na chandry wszelakie, służącymi do naładowania wewnętrznych akumulatorów, czytanymi dla odprężenia po ciężkim dniu albo jako ukoronowanie dnia fantastycznego :). Z pewnością jeszcze nie raz do niej wrócę.
Moja ocena: 6/6