niedziela, 10 lutego 2013

Opowieść Podręcznej – Margaret Atwood



Lektura zaplanowana jeszcze na ubiegły rok i przeczytana z zaledwie miesięcznym poślizgiem tylko dzięki klubowi czytelniczemu Ani :-). Powieść Atwood wywołuje mieszane uczucia. Świat widziany oczami Podręcznej, jednej z pierwszych ofiar reżimu, jest piekłem kobiet, których rola w społeczeństwie została sprowadzona do funkcji reprodukcyjnych. Panujące w nim prawa są barbarzyńskie: ograniczanie wolności, odbieranie dzieci matkom uznanym za „niemoralne”, nieliczenie się z ludzkimi uczuciami. Nie wszystkie kobiety są w takiej sytuacji jak Podręczne, los części z nich (Żony, Marty) wydaje się mniej przykry. Ukazany przez pisarkę przekrój społeczeństwa gileadzkiego to jednak dość ponury obrazek. Mimo zachowania przez niektórych pewnych przywilejów, niczyja sytuacja nie wydaje się godna pozazdroszczenia – ani kobiet, ani (o ironio) mężczyzn, architektów reżimu.

Zwyczaje praktykowane w Gileadzie ukazują absurdalność tego systemu. Scena seksu z Podręczną ma w sobie coś perwersyjnego, opis porodu wydaje się kretyńskim spektaklem wywołującym niedowierzanie, że tyle osób bezmyślnie uczestniczy w tym cyrku, zamiast krzyknąć „król jest nagi”. Ceremonia Wybawiania to gorzki żart, dopełnienie całości obrazu. I chociaż Atwood logicznie uzasadniła powstanie Gileadu, a przy tym nieco przewrotnie (reżim gileadzki jako konsekwencja działalności ruchu feministycznego), to jednak trudno uwierzyć w możliwość spełnienia się takiej wizji – mimo że wydaje się prawdopodobna.

Znacznie bardziej przekonujący jest portret psychologiczny Fredy. Pisarka świetnie oddała uczucia osoby znajdującej się w niewoli, pozbawionej praw i chcącej mimo wszystko przetrwać – dla swoich najbliższych, o których nawet nie wie, czy żyją. Wyłączanie myślenia o swojej sytuacji, by nie poddać się emocjom, rejestrowanie szczegółów otoczenia, by skupić na czymś uwagę i ćwiczyć czujność, docenianie drobnych, małych radości – wszystko to pozwala Fredzie funkcjonować, przetrwać nieludzki czas i wierzyć, że jeszcze kiedyś będzie żyła tak, jak przed nastaniem nowych porządków. Otwarte zakończenie oraz ostatni rozdział pozostawiają czytelnikowi swobodę w domyślaniu się dalszych losów Podręcznej. To niewątpliwy atut tej, trudnej chwilami w odbiorze, powieści.

Moja ocena: 4,5/6

10 komentarzy:

  1. Nie mogę przestać myśleć o tej książce, po prostu mnie zdruzgotała, ale i zachwyciła. Dla mnie to 6/6. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lirael, zaczynając czytać spodziewałam się takiego samego efektu, ale ku memu zaskoczeniu książka nie wywarła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Ostatnią taką lekturą było dla mnie "Miasto ślepców" Saramago... przez dwa miesiące myślałam o tej powieści, nie mogła mi wyjść z głowy.
      Atwood nie powaliła, za to teraz Wilk zachwyca... zwłaszcza językiem :-)

      Usuń
    2. Do mnie księgarniana paczuszka z Wilkiem dotarła dopiero dziś, więc będę szybko nadrabiać zaległości. :)
      Mam "Baltazara i Blimundę" Saramago, od kilku lat czekają na półce na swoje pięć minut. A "Miasto ślepców" też chętnie kiedyś przeczytam.

      Usuń
    3. "Baltazara i Blimundy" nie czytałam, natomiast uprzedzam, że "Miasto ślepców" może zwalić z nóg; lepiej je czytać w dobrym nastroju ;-). Moim zdaniem wywołuje emocje dużo silniejsze niż "Opowieść Podręcznej"... w każdym razie do mnie wizja Saramago przemówiła w stu procentach.

      Usuń
  2. Może to jest nasze pobożne życzenie, aby wizja Atwood nie spełniła się?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, oby się nie spełniła. Nigdy.

      Usuń
  3. Atwood i Wilk (o których wspominasz, odpowiadając Lirael) to jednak dwie zupełnie różne bajki; tak różne że mi trudno je ze sobą porównywać:)
    A jeśli chodzi o "Opowieść podręcznej" - dopiero dyskusja u Ani nadała (przynajmniej dla mnie) tej książce szereg znaczeń, których samodzielnie bym nie dostrzegła. Fascynująca lektura, być może też dlatego, że odczytywałam ją z mojej własnej, kobiecej perspektywy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Momarto, pewnie, że zupełnie różne, ale odpowiadając Lirael miałam na myśli oczekiwania. Spodziewałam się, że Atwood mną wstrząśnie, że będę długo myślała o tej powieści - a nic takiego się nie stało. Śpię po niej spokojnie ;-). Natomiast po Wilka sięgnęłam bez przekonania, ot z ciekawości "z czym to się je". I wsiąkłam z kretesem ;-)
      Mnie dyskusja u Ani pozwoliła uporządkować wrażenia, a także podsunęła pewne rzeczy, np. kompletnie przeoczyłam symbolikę kolorów...

      Usuń
  4. "Opowieść Podręcznej" leży na mojej półce i czeka w dłuuuugiej kolejce na swój czas - razem z innym tytułem Atwood ;).
    Dawno temu oglądałam film na podstawie tej powieści, a jedną z głównych ról grał Robert Duval. Migawki z "Podręcznej" do dziś tkwią pod powiekami, postanowiłam więc sięgnąć po książkę. Gdy przeczytam i przefiltruję w sobie, będę mogła zabrać głos :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Favorino, z perspektywy czasu widzę, że nie ciągnie mnie do powtórki lektury (co u mnie częste, gdy książka robi na mnie duże wrażenie), więc i na film jakoś nie mam ochoty. Mimo wszystko uważam, że "Opowieść Podręcznej" warto znać.

      Usuń