Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróżnicze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 maja 2013

Wilczy notes – Mariusz Wilk



Po przeczytanym w lutym Domu nad Oniego było tylko kwestią czasu, kiedy sięgnę po następne książki Mariusza Wilka. A że najlepiej zacząć od początku, na pierwszy ogień poszedł Wilczy notes. Zapiski z lat 1995–1998 składają się na fascynującą opowieść o historii i mieszkańcach Wysp Sołowieckich. Autor opisuje je z perspektywy cudzoziemca, pozwalającej mu zachować dystans, ale jednocześnie „twórcy i uczestnika życia”, o którym opowiada. Obraz Sołowek, jaki wyłania się z jego notatek, to pejzaż melancholijny, chwilami przygnębiający. Za czasów świetności prawosławnego klasztoru powstawały tu latopisy. W późniejszych wiekach wyspy były miejscem zsyłek, a w 1923 r. powstał pierwszy w Związku Radzieckim łagier. Niegdyś tętniące życiem, dziś są pełne opustoszałych zabudowań, niszczejących po upadku ZSRR. Wielu mieszkańców uwięziła na wyspach bieda. Ale też wielu zostało z wyboru – bo Sołowki wrastają w duszę. Czasem tak mocno, że aż niszczą.


W wydaniu z 1998 r., które czytałam, znajdują się znakomite, czarno-białe zdjęcia Tomasza Kiznego, które podczas lektury uparcie omijałam wzrokiem. Trudno znaleźć właściwsze dla nich miejsce, jednak proza Mariusza Wilka jest tak sugestywna, że nie potrzebuje żadnych uzupełnień. Prace Kiznego obejrzałam uważnie dopiero kilka dni po skończeniu książki. Oprócz zdjęć przedstawiających wnętrze świątyni na Golgocie Anzerskiej, największe wrażenie wywarła na mnie fotografia ukazująca Cypel Śledzia z perspektywy monastyrskiej dzwonnicy. Można zobaczyć, gdzie mieszkał autor podczas pisania Wilczego notesu; widok zapiera dech.


Opowieść o Wyspach Sołowieckich jest dla Wilka pretekstem do objaśniania początków rosyjskich stereotypów w Europie, źródeł antagonizmów między prawosławiem a katolicyzmem czy miejsca bani w rosyjskiej kulturze. Malarskie opisy pór roku na Sołowkach sprawiają, że widzi się je oczami wyobraźni. Fragmenty dotyczące wyprawy na Półwysep Kanin czyta się trochę jak dawne relacje z podróży, a trochę jak powieść przygodową. Do najprzyjemniejszych należą jednak wyimki na temat tego, co się na wyspach jada, co uprawia w ogródku, a co zbiera lub łowi. Autor przytacza też opis Wielkiego Postu z Roku Pańskiego Iwana Szmielowa – gdyby ktoś mi zagwarantował, że w ten sposób będę pościć do końca życia, chyba zgodziłabym się przeprowadzić na rosyjską prowincję.


Sprawiedliwie przyznaję, że w porównaniu z Domem nad Oniego Wilczy notes sprawia wrażenie bardziej przemyślanego, spójnego i lepiej skomponowanego. Na jego korzyść przemawia także zamieszczony na końcu glosariusz, obszernie objaśniający użyte w tekście rosyjskie słowa. Brakowało mi jednak osobistych refleksji, które przewijały się w Domu nad Oniego. Dlatego mimo zachwytu Wilczym notesem, to pierwsza część „Dziennika północnego” pozostaje mi bliższa.

Moja ocena: 5/6

niedziela, 24 lutego 2013

Dom nad Oniego – Mariusz Wilk



Kolejna lektura przeczytana z inspiracji Klubu Czytelniczego. Sięgnęłam po nią bez przekonania, bez większych oczekiwań – i ku własnemu zaskoczeniu wsiąkłam od pierwszej strony. W swoim dzienniku autor opisuje życie na Północy, a także kulturę Karelii jako klucz do zrozumienia Rosji. Fragmenty dotyczące m.in. skomorochów, naukowca Nikołaja Oziereckowskiego, poety Nikołaja Klujewa czy wreszcie pisowni nazwy Jeziora Oniego są pełne ciekawostek, wnikliwe, poparte długimi poszukiwaniami w bibliotecznych księgozbiorach. Dla osób interesujących się literaturą i kulturą rosyjską to książka nie do pominięcia.

Karelia z dzienników Wilka ma dwa oblicza. Z jednej strony jest to obszar wyludniony, o surowym krajobrazie, pełen rozpadających się, opuszczonych domów. Każdy dzień jest walką o przetrwanie, a niezbyt poważny problem zdrowotny może zakończyć się tragicznie. Ponadto jest to region zagrożony degradacją – miejscowi wyrzucają śmieci gdzie popadnie, rabunkowo wycinane są lasy. Wydobywa się tam szungit, a pod koniec XX wieku odkryto ogromne złoża wanadu i uranu.
Z drugiej – jawi się jako miejsce ciche i spokojne, gdzie można żyć zdrowo, zgodnie z rytmem natury. Podstawą diety jest to, co się wyhoduje w ziemi, złowi w jeziorze lub znajdzie w lesie. I mimo ciężkiej pracy, jaką trzeba wykonać, żeby przeżyć, jest czas na kontemplację otaczającej przyrody, na refleksję, wsłuchiwanie się w siebie. Z dala od miejskiego zgiełku nabiera się dystansu – do życia w Europie, do wypaczonego obrazu świata kreowanego przez media.

Rozpoczynając lekturę pomyślałam „szkoda, że nie ma zdjęć”. Ale Mariusz Wilk opisuje Karelię tak pięknym, poetyckim i obrazowym językiem, że one są w ogóle niepotrzebne. Stosowane przez autora rusycyzmy, archaizmy, a niekiedy składnia charakterystyczna dla rosyjskiego wydają się najwłaściwszym sposobem wyrażenia tego, co chce przekazać. „Dom nad Oniego” to książka do powolnego czytania i wielokrotnych powrotów, delektowania się barwnym i bogatym językiem (nieraz trzeba zajrzeć do słownika) i plastycznymi opisami, skłaniająca do przemyśleń. Chętnie dowiedziałabym się więcej o życiu codziennym na rosyjskiej prowincji – tu pozostał lekki niedosyt, będący jednocześnie zachętą do sięgnięcia po kolejne części „Dziennika północnego”. Dla mnie to odkrycie roku.

Moja ocena: 6/6